Ostatnio nic mi się nie chce. Wracam z pracy i ... najchętniej zaszyłabym się w ciepłych pieleszach. Miejska Biblioteka w moim mieście organizowała spotkanie z ciekawym człowiekiem. Owszem lubię pływać i żeglować, ale za bardzo nie chciało mi się wyjść z domu.
Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że były to najbardziej owocnie spędzone godziny.
Sala wypełniona po brzegi, ludzie nawet na korytarzu stali, a pan
Doba, bo o nim mowa... okazał się wspaniałym gawędziarzem, pełnym życia i humoru człowiekiem. Dzięki jego opowieściom i prezentacjom otworzył się przepiękny świat. Jednak spełnianie swoich pasji to nie tylko kolorowy sen, ale również ciężka praca, poświęcenie i niebezpieczeństwa.
Mottem prezentacji były słowa "Niemożliwe nie istmie".
Na koniec mam nadzieje, że już ostatnie podrygi zimy.
Wschód słońca na lekko oszronionej szybie na klatce schodowej.
I lekko zmarznięte miechunki.